depresja poporodowa, macierzyństwo, nerwy, rodzicem być

Matko! O co mi chodzi?

Lubimy czuć się potrzebni. Najlepiej potrzebni i doceniani. Szukamy najczęściej zaspokojenia na zewnątrz, u innych, pomijając to co możemy znaleźć w nas samych.

I tak znane mi są historie kobiet, które dzięki temu, że zostały mamami odkryły swój życiowy cel (niekoniecznie było to samo w sobie bycie mamą), rzuciły dotychczasową pracę, założyły firmę, odkryły pasję, nierzadko po pełnej wybojów drodze, do spotkania z nową rzeczywistością i nową ja. Znam też historię takich matek, które przetrwały jakoś do czasu samodzielności swoich dzieci, żeby znów być sobą, tak jakby zamroziły siebie na ten trudny czas, kiedy rezygnujemy z siebie na rzecz tego małego człowieka, a także takie historie, gdzie samodzielność dzieci oznaczała koniec kobiet jako osób, bo w swoich wewnętrznych definicjach siebie były jedynie matkami.

Moment zostania rodzicem jest poważnym kryzysem tożsamościowym, który jak każdy kryzys może zrodzić nowe jakości, przynosić radość albo pogrzebać w odmętach żali, tęsknot i rozczarowań. W kryzysie tożsamości pojawiają się pytania o to kim jestem, jaka jestem, czego mi potrzeba. Nagle zostajemy rodzicami, a przecież zawsze byliśmy dziećmi (często moja mama to teraz babcia, rzadziej mama), jesteśmy zagubieni, zdezorientowani, smutni, zdenerwowani. To „normalne” i mamy do tego prawo! Często nasze wyobrażenia tego okresu są zupełnie różne od tego co przeżywamy, a społecznie nie ma miejsca na nasze emocje. Nie jest to temat, którym inne matki się chętnie dzielą, co najwyżej rzucą „Było ciężko”, więc czujemy się w tym osamotnione. Do tego dochodzi burza hormonów poporodowych, nieprzespane noce…

Nie ma na pozytywne rozwiązanie kryzysu przepisów, złotych rad i recept (są oczywiście antydepresanty ale nawet one kryzysu nie rozwiązują). Nie będę nawet próbować udzielać rad, jestem od tego daleka. To co zwykle pomaga na początek to przełamanie zaklętego koła „Jestem taka szczęśliwa, że zostałam matką, że nie wolno mi się smucić”, przełknięcie tego społecznie generowanego wstydu „Przecież masz dziecko czego więcej chcieć?!”, bycie przy sobie, spojrzenie na siebie przyjaznym okiem i rozmowa o tym, co się we mnie dzieje (lęki są najstaszniejsze kiedy mają nieokreślone formy) i ta myśl, że większość matek się z tym mierzy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s