Blog

depresja poporodowa

Leki przeciwdepresyjne podczas karmienia piersią

Temat leków przeciwdepresyjnych pojawia się ostatnio często w mediach społecznościowych. Temat jest kontrowersyjny a matki cierpiące na depresję, szukają odpowiedzi na trudny dylemat związany z leczeniem lekami antydepresyjnymi, podczas karmienia piersią. Moje podejście do leków przeciwdepresyjnych w ogóle jest takie: nie jestem fanką leków, uważam, że jeśli nie jest to konieczne można spróbować innych metod, nie jestem jednak przeciwniczką, często farmakoterapia to dobry pomysł i leczenie rusza do przodu, czasem nawet włączenie farmakoterapii jest konieczne, ale zawsze powinno towarzyszyć psychoterapii (jak mogę myśleć o tym inaczej będąc terapeutą). Zanim napiszę o lekach przeciwdepresyjnych w okresie karmienia piersią, ważne żeby zwrócić uwagę na to, że nie dysponujemy wystarczającą ilością porządnych badań (a porządne badania to badania m.in. na dużej próbie, longitudinalne – badające to samo, co jakiś czas, przez dłuższy okres, najlepiej randomizowane, o co trudno) żeby móc jednoznacznie stwierdzić, że leki przeciwdepresyjne są bądź nie są, bezpieczne dla karmionego piersią dziecka. Zwykle bada się obecność danych związków w organizmach tych dzieci. Często opracowania są opisami przypadków. Nie znam badań sprawdzających długotrwałe efekty, wpływ antydepresantów, branych przez karmiące piersią matki na rozwój mózgu dzieci, czy ich psychorozwoju. Jeśli wy znacie chętnie się zapoznam. Temat rozszerza się jeśli by zbadać wpływ depresji matki karmiącej piersią na rozwój dziecka-konsumenta, ale to na inny wpis. Teraz o samych lekach.

Kiedy przepisuje się leki antydepresyjne podczas karmienia piersią?

Kiedy zawodzą inne metody leczenia lub stan psychiczny jest tak zły, że z pacjentką nie można (bądź jest to bardzo utrudnione) pracować psychoterapeutycznie, i/lub pojawiają się objawy psychotyczne, i/lub gdy depresji towarzyszą zaburzenia lękowe (ale to może być już wskazanie do podania innych leków niż przeciwdepresyjne).

Kiedy matka ma w swojej historii epizody głębokiej depresyji i jest to kontynuacja leczenia farmakologicznego sprzed ciąży (o ile wystąpiła przerwa w ciąży), a ryzyko nawrotu jest wysokie.

Wszystkie źródła mówią zgodnie: jeśli korzyści wynikające z karmienia piersią przewyższają zagrożenia, wynikające z ekspozycji dziecka na lek i wpływu nieleczonej depresji matki na rozwój dziecka/relację/ją samą.

Wpływ leków

Nie wszystkie leki działają tak samo i tak, są takie, które bardziej lub mniej przenikają do mleka matki, oraz takie, przy których zarejestrowano pewne skutki uboczne, i takie przy których takowych nie odnotowano. Jedno z zestawień tu: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2902256/.

Czyli są leki bezpieczniejsze i mniej bezpieczne pod względem przenikalności, a także pod względem obserwowanych negatywnych skutków – wpływu na dziecko.

W wynikach badań wymienia się sertalinę i paroksetynę  (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny) oraz nortryptylinę i imipraminę (trójcykliczne leki przeciwdepresyjne) jako te najczęściej polecane przy laktacji, ze względu na niskie (lub nawet niewykrywalne w niektórych badaniach) stężenia substancji u karmionych dzieci oraz to, że nie zostały odnotowane krótkoterminowe negatywne efekty (ani w zachowaniu, ani w rozwoju dzieci).

Chodzi nie tylko o to ile substancji z leku przenika do mleka, ale też o to jakie są zdolności dziecka do metabolizowania tego, co przeniknie. Im młodsze dziecko tym  gorzej będzie wydalać lek ze swojego organizmu, różnice indywidualne również mają tutaj znaczenie. Dzieci przedwcześnie urodzone (przed 36 t.c.) radzą sobie gorzej z metabolizowaniem leków niż ich koledzy urodzeni o czasie, ale też oni najbardziej mogą skorzystać z właściwości mleka mamy (badań na temat wcześniaków karmionych piersią przez matki leczone antydepresantami niewiele).

Co z tego wynika?

Naukowcy badający temat antydepresantów przy karmieniu piersią zgadzają się, co do tego, że mimo iż istnieją leki, które wydają się przenikać do mleka w minimalnym stopniu (kontrowersja w naukowych kręgach polega na tym czy dysponujemy wystarczająco odpowiednimi i skutecznymi metodami żeby to zbadać), zanim zdecydujemy się przyjąć lek antydepresyjny i karmić piersią, powinniśmy oszacować ryzyko wynikające z nieleczonej farmakologicznie depresji matki (dla matki i dziecka), bilans korzyści i ryzyka, wynikających z przyjmowania leków (dla matki i dziecka) oraz korzyści z karmienia piersią (dla matki i dziecka). Zwykle matkom karmiącym piersią przepisuje się możliwie najniższe dawki. Istnieją jeszcze zalecenia, mówiące o unikaniu karmienia w okresie najwyższego stężenia leku we krwi matki – dla każdego leku będzie to inny czas od przyjęcia i o to należy zapytać lekarza lub farmaceutę. Leki antydepresyjne przepisuje lekarz psychiatra po zbadaniu pacjentki i zebraniu szczegółowego wywiadu. Zakładając, że znaleźliśmy lekarza, który zna się na lekach i ich związku z laktacją, warto (a nawet należy) wspólnie z nim przedyskutować problem zysków i strat. Niestety i na szczęście, to przede wszystkim do matek należy decyzja o podjęciu leczenia farmakologicznego depresji przy karmieniu piersią. Po ich stronie leży również odpowiedzialność. Nie ma leków absolutnie obojętnych, najnowsze leki są jeszcze niedostatecznie zbadane żeby móc wnioskować o ich bezpieczeństwie podczas karmienia piersią. Leki o których wspomniałam wyżej wydają się być najbezpieczniejsze, co nie znaczy, że bez wpływu na dziecko. Wpływ ten został, póki co, zbadany jedynie krótkoterminowo.

Jeśli te informacje są niezgodne z Waszą wiedzą lub innymi doniesieniami naukowymi, chętnie się im przyjrzę. Jeśli macie uwagi do tego postu również jestem otwarta, piszcie do mnie.

Informacje zawarte w tym artykule mają charakter jedynie informacyjny i nie zastąpią profesjonalnej porady medycznej, psychologicznej, pychoterapeutycznej.

Bibliografia:

http://online.liebertpub.com/doi/abs/10.1089/bfm.2010.0019

https://breastfeedingnetwork.org.uk/wp-content/dibm/antidepressants%20and%20breastfeeding.pdf

https://link.springer.com/article/10.2165/00023210-200519070-00004

http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0006322399001559

http://www.jabfm.org/content/16/5/372.full

 

 

 

depresja poporodowa, macierzyństwo, rodzicem być

Matko! O co mi chodzi?

Lubimy czuć się potrzebni. Najlepiej potrzebni i doceniani. Szukamy najczęściej zaspokojenia na zewnątrz, u innych, pomijając to co możemy znaleźć w nas samych.

I tak znane mi są historie kobiet, które dzięki temu, że zostały mamami odkryły swój życiowy cel (niekoniecznie było to samo w sobie bycie mamą), rzuciły dotychczasową pracę, założyły firmę, odkryły pasję, nierzadko po pełnej wybojów drodze, do spotkania z nową rzeczywistością i nową ja. Znam też historię takich matek, które przetrwały jakoś do czasu samodzielności swoich dzieci, żeby znów być sobą, tak jakby zamroziły siebie na ten trudny czas, kiedy rezygnujemy z siebie na rzecz tego małego człowieka, a także takie historie, gdzie samodzielność dzieci oznaczała koniec kobiet jako osób, bo w swoich wewnętrznych definicjach siebie były jedynie matkami.

Moment zostania rodzicem jest poważnym kryzysem tożsamościowym, który jak każdy kryzys może zrodzić nowe jakości, przynosić radość albo pogrzebać w odmętach żali, tęsknot i rozczarowań. W kryzysie tożsamości pojawiają się pytania o to kim jestem, jaka jestem, czego mi potrzeba. Nagle zostajemy rodzicami, a przecież zawsze byliśmy dziećmi (często moja mama to teraz babcia, rzadziej mama), jesteśmy zagubieni, zdezorientowani, smutni, zdenerwowani. To “normalne” i mamy do tego prawo! Często nasze wyobrażenia tego okresu są zupełnie różne od tego co przeżywamy, a społecznie nie ma miejsca na nasze emocje. Nie jest to temat, którym inne matki się chętnie dzielą, co najwyżej rzucą “Było ciężko”, więc czujemy się w tym osamotnione. Do tego dochodzi burza hormonów poporodowych, nieprzespane noce…

Nie ma na pozytywne rozwiązanie kryzysu przepisów, złotych rad i recept (są oczywiście antydepresanty ale nawet one kryzysu nie rozwiązują). Nie będę nawet próbować udzielać rad, jestem od tego daleka. To co zwykle pomaga na początek to przełamanie zaklętego koła “Jestem taka szczęśliwa, że zostałam matką, że nie wolno mi się smucić”, przełknięcie tego społecznie generowanego wstydu “Przecież masz dziecko czego więcej chcieć?!”,bycie przy sobie, spojrzenie na siebie przyjaznym okiem i rozmowa o tym, co się we mnie dzieje (lęki są najstaszniejsze kiedy mają nieokreślone formy) i ta myśl, że większość matek się z tym mierzy.

rodzicem być

Nie będę jak moja mama

Macierzyństwo, podobnie jak ojcostwo zresztą, skłania do przemyśleń, przynosi nową perspektywę, z innej roli. Stawia też nieznane wymagania. A może właśnie dobrze znane, bo doświadczaliśmy ich już kiedy byliśmy dziećmi – od swoich rodziców. Czy to jaką jesteś matką jest wdrukowaną konsekwencją twojego własnego wychowania, świadomym wyborem (często przez zaprzeczenie “Nie będę taka jak moja mama”), czy wyuczonym z mądrych (na swój czas) książek pedagogicznych, czy może mieszanką wszystkich po trochu?

Niezliczoną ilość razy zdumiewało mnie w gabinecie kiedy moi klienci opowiadali, często z towarzyszącymi im intensywnymi emocjami, jak wiele starań i energii wkładają w to żeby być innymi niż ich właśni rodzice. Najczęściej właśnie wtedy ukazywało mi się jak bardzo są do nich podobni i jak bardzo cierpią, że nie potrafią zaakceptować tego podobnego-do-rodzica kawałka siebie. Idą za tym nie tylko złość na siebie i nieakceptacja, ale często też ignorownie lub zaprzeczanie swoim potrzebom. Łatwiej walczyć z samym sobą nie będąc rodzicem, a kiedy się nim zostaje, mierzymy się z arsenałem tych znajomych i tych wcześniej nieodkrytych własnych cech i pragnień, słabości i frustracji. W bezradności, wśród dziecięcych płaczów i jęków, sięgamy po te znane nam sprzed lat schematy naszych mam. Najczęściej poza świadomym wyborem. Jeśli użyjemy ich bardziej świadomie, dodamy trochę swojego, coś pozmieniamy, może coś dobrego wyniknie z tego dla nas i naszego małego stworzenia.

Uczę się ciągle na nowo jak to robić, żeby korzystać z tego co dostałam od swoich rodziców, używając jednocześnie tego, czego nauczyłam się poza swoją rodziną, od kolegów, przyjaciół, rodzin przyjaciół, a później partnera, męża. Na co dzień mierzę się z tym jak łączyć to co czytam i słucham, że należy robić kiedy ma się dziecko (i czego nie należy), ze swoją własną intuicją, światopoglądem i osobowością. Nie potrafię znaleźć w tym jednej możliwej prawdy, mądrości, sposobu zawsze skutecznego, dobrego dla dziecka, dla mnie, dla całej rodziny. W całym matkowaniu mam kawałek z mojej mamy, a i z babci się trafi również w dziedzictwie, mam trochę mądrych książek, mam przyjaciółki, mam internet, sporo swojej intuicji, której od lat uczę się ufać.

Kibicuję wszystkim mamom, którym brak jeszcze zaufania do samych siebie. Szczególnie tym, które miotają się w sobie i tym które walczą z mądrościami innych (dopajać, nie dopajać, dokarmiać, nie dokarmiać, nie nosić, nosić… jest ich wiele).  I będę powtarzać sobie, jak mantrę, że jestem najlepszą mamą dla swojego dziecka, bo jestem jego mamą ;] Pamiętam też ciągle o tym, że moje dziecko ma też tatę – on również ma swój wkład i swoją intuicję.

 

 

Uncategorized

o blogu

Skąd się wzięła psychiczna? Dużo pomocy (w internecie i na żywo) dostałam, uzyskując informacje na temat pielęgnacji, potrzeb, rozwoju dziecka, karmienia piersią (przed zostaniem rodzicem nie były mi potrzebne w takich szczegółach), to co było dla mnie równie ważne (i dalej jest) to wsparcie dla siebie w roli mamy i możliwość wspólnego przyglądania się temu, co ta rola przynosi i z czym nas konfrontuje. Blog nie jest zbiorem podsumowania literatury na temat rodzicielstwa, chociaż to co tutaj znajdziesz jest połączeniem mojej wiedzy, moich przemyśleń i inspiracji, pochodzących głównie z rozmów z innymi matkami. Tych zawodowych i niezawodowych.